Outdoor po Wirusie. [CH] Sentisch Horn

Ostatni dzień wyjazdu. Na niebie nie ma śladu po “blubirdzie” sprzed czterech dni 🙁 Efekt jest taki, że ręka jakoś nie chce sięgać do futerału po aparat. Początkowo podejście to głównie wybieranie takiej trasy by nie było w dół – bo teren jest dość pofalowany, później jest już ewidentnie. Poza oblodzonym progiem na jaki trafiamy krótko po opuszczeniu drogi z każdym metrem śnieg jest coraz lepszy. Jedynie ostatnie metry przed siodełkiem to dla odmiany tym razem nie lodoszreń ale raczej gips.

Tak czy inaczej bez harszli jest to czujne skradanie się na krawędziach. Ja nie chcąc pakować się w kolejne metry tego gipsu kończę na przełączce/siodełku deczko poniżej piku. Michał napiera dalej, ale nieco poniżej szczytu i tak odpuszcza przepinając się do zjazdu w wyjątkowo wrednym miejscu. W międzyczasie albo obserwuję jak mu idzie albo miotam się między skrajnymi skałami siodełka by poprzyglądać się widokowi na sąsiednie doliny z nowej perspektywy. A jest na co 🙂 No i nowy teren to nowe pomysły he he 🙂

Do zjazdu śnieg trafia się za to najfajniejszy na całym wyjeździe – nieco poniżej przełączki ofkors. Dzięki czemu (i dzięki podpowiedzi Michała obserwującego moje “poczynania” 😉 ), bazgroły jakie pozostawiam na stoku zaczynają zbliżać się do kaligrafii 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.