[CZ] OCMánie ’18

Śniadanie w Austrii, obiad w Niemczech, kolacja … tym razem w Czechach – to mógłby być opis dnia pracy busiarza, ale nie jest, co więcej – uwielbiam tak 🙂 Wracając do OCManie – docieramy na parking już późnym wieczorem a tam pustki – widzimy łajby na brzegu ale ludzi już nie. Po chwili wyjaśnia się – pojawia się Honza i reszta ekipy wracająca z knajpy : ) Dziś nie ma ogniska i po prostu siedzimy sobie podając flaszki rumu i porto : ) Tyż fajnie : )

Nocą kilkakrotnie budzimy się bo czujemy, że coś po nas chodzi. Rano okazuje się, że postawiliśmy namiot na jakimś szlaku wędrówek mrówek i to kilka z nich łażących po nas w nocy zabijamy. Śniadanie – jak to na takich spotkaniach – przeplata się z porannymi pogaduszkami. Dziś woda będzie puszczana dwa razy 1o:oo – 11:oo i 11:3o – 12:3o. Przez większa część pierwszego upustu w zasadzie chodzę sobie z aparatem i coś tam próbuję złapać. Wychodzi tak:

Na koniec wsiadam do Covert’a Honzy. W kolejnych cofkach jest fajnie do momentu gdy próbując się promować do najtrudniejszej z nich wylatuję do wody i zdzieram sobie skórę na palcach lewej dłoni o dno toru 😀 Bo jest naprawdę mało wody : ( Krótką przerwę poświęcam – pod nadzorem Honzy – na kilka wprawek do eskimoski i nawet mi się to udaje – szkoda tylko, że jeden raz : ( Na drugą turę wody wraca z zakupów Myszka. Najpierw zalicza – w ramach oswajania się z falami i buzującą wodą – po prostu przepłynięcie po torze w neoprenie a później coś się tam znów z Heleną wygłupiają. Woda kończy się zbyt szybko – pozostaje się spłukać, spakować i pójść do pobliskiej knajpy na obiad. Po nim już tylko trasa – przez Niemcy – do domu.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.