[AT] Hintere Isel / Isel

Hinter Isel pływa się od Hinterbichl do Bobojach i tak też zaczynamy – na parkingu w Hinterbichl, przy czym nasz team właśnie tam powiększa się o trzech kolejnych kajakarzy z Czech : ) Sama rzeka? Przyznam, że w swej naiwności i bez wcześniejszego rozpoznania (w końcu miał być Salzkammergut) na tym odcinku spodziewałem się raczej jakiegoś górskiego potoku w stylu Gail’a a nie rzeki podobnej do Simme czyli szybkiej i uregulowanej. O tym jak jest szybka – pierońsko szybka – przekonujemy się już po kilkunastu minutach od startu. Praktycznie cały czas do czynienia mamy z “Boogie“, “Boogie” i znów “Boogie“. Na szczęście mimo uregulowania są też cofki w których można się wylać. Generalnie jest przygodowo, bo zaczyna się od mojej wywrotki ale z dłuższym niż zwykle dla mnie pływaniem i wyjściem na lewy brzeg w czasie gdy chłopaki łapią kanu przy prawym. Gdy mam zamiar przepłynąć na przeciwną stronę Mirčus daje znać, żebym został bo on ją przyholuje do mnie. Jakoś krótko po mnie kabinę zalicza Radek, którego dość szybko wyłapują.

Po drodze do Prägraten jest jeszcze jedno przygodowe miejsce na zakręcie rzeki, które wywraca Honzę. Ten płynąc przede mną walczy dobrych kilkanaście sekund o to by wstać a ja z lekkim strachem w oczach patrzę na jego wysiłki. Mam w środku trochę wody a przez to ograniczoną manewrowość i nie mogę szybko uciec w prawo, więc jak on nie wstanie to walnę w niego i sam raczej wylecę z siodła. Wstaje dosłownie 2-3 metry przede mną i tuż za największymi falami. Uffff : ) Krótko po tym wpadam do najbliższej cofki by pozbyć się wody. “Boogie” nie ustają do mostu w Prägraten. Tam wszyscy wychodzimy na brzeg by przyjrzeć się “slajdowi” czyli długiej na kilkadziesiąt metrów rynnie jaką płynie tu Isel. I jest to powtórka z Lammer gdzie samo miejsce jest dla mnie do spróbowania, ale tylko z asekuracją z brzegu i wodą, która się uspokaja poniżej. A tu poniżej trudności woda owszem coś tam zwalnia ale na asekurację się nie zanosi, bo ekipa jest z tych, które łykają takie coś bez zakąski. Odpuszczam i z pomocą chłopaków wyciągam kanu na wysoki w tym miejscu brzeg po czym idę na most by im pokibicować.

Kajakarzom rynna nie sprawia problemu, natomiast Honza zalicza wywrotkę krótko po wejściu w rynnę. Próbuje się dwa razy postawić i odpuszcza – w dość pechowym miejscu bo po chwili ląduje w odwoju. Przez dobrych kilka sekund wygląda to groźnie, ale ostatecznie odwój go wypuszcza. Gdy wydaje się już że Štěpán złapał jego kanu przy lewym brzegu to mu ucieka w dół rzeki. Biegnę kilkaset metrów prawym brzegiem licząc, że może uda mi się pomóc ale szybko wszyscy nikną mi z oczu. Za to pojawia się Hoza, pytam go czy wszystko OK? OK. On idzie dalej ja wracam do Covert’a a potem z nim na plecach człapię na górę. Zdejmuję go na trawniku przy głównej drodze a oczekiwanie umilają mi widoki na górę doliny i ulewę jaka gdzieś tam przechodzi. W końcu pojawia się VW Honzy. Gdy pytam jak było to okazuje się, że znów było przygodowo – tym razem u Vaška. Dla mnie to oznacza jedno – zadowolenie : ) Z tego, że prawidłowo oceniłem swoje i siły i umiejętności i potrafiłem się wycofać w odpowiednim miejscu. Chyba  na razie nie powinienem wychodzić powyżej WW III+ 😉

Prognoza na kolejną noc sprawdziła się dość dobrze, bo miało kropic i faktycznie o o:5o deczko się rozpadało. Po śniadaniu okazuje się, ze z wczorajszych planów zostało tylko to, że część ekipy płynie od naszego biwaku a reszta od Klserbach. Wszyscy kończymy w Lienz. Już z mostu w Huben widać, że poziom wody jest chyba najwyższy na jakim pływałem Isel a sama woda podobnie jak wczoraj w niczym nie przypomina tej czystej sprzed miesiąca. Przyznam, że w takich warunkach nieco obawiałem się odcinka z dużymi falami krótko po starcie z Kalserbach ale niczego groźnego nie było – wyższy poziom wody przełoży się na niższe fale, ale też więcej … “Boogie Woogie” 😀 W Ainet fali w zasadzie nie ma, z kolei po Ainet kończą się trudności kolejne są już w samym Lienz na bystrzu przy moście. Tam daję ciała, bo podchodzę do tego chyba ze zbytnią pewnością siebie i … zaliczam kabinę. Z pomocą jednego z chłopaków dopływam do brzegu pod mostem i lekko wkurzony z Covertem na plecach i idę w górę bystrza. Bo daje się – o dziwo iść – przy samym brzegu. Powyżej – w cofce – zaczynam jeszcze raz napłynięcie i tym razem było już tak jak powinno : ) Na parkingu żegnamy się z poznaną wczoraj ekipą i ruszamy na nasz “kamp” zaliczając po drodze kilka sklepów.

Dolna część katarakty Isel zaczyna się od 2:2o. Jak widać – też było przygodowo ; )

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *