[NO] Femundsmarka 1/5

Ten wyjazd potwierdza tezę, że trzeba mierzyć wysoko, bo życie czasem potrafi tak mocno zredukować te plany, że niewiele z nich zostaje : ) Nasze (choć bardziej po prawdzie moje) pierwotne zakładały start w pobliżu Szwedzkiego jeziora Rogen i po jego przepłynięciu kontynuację około szesnastokilometrowym ciągiem mniejszych i większych jezior (czyli Roa) a tam gdzie się nie da zamoczyć wiosła to przenieść kanu w stronę już Norweskiego jeziora Femund. Miały by być 2-3 dni na nim a później kolejne 3-4 dni Trysilelvą (i z kilkoma kolejnymi przenoskami) znów do Szwecji.

Ostre założenia na kilka tygodni przytemperowały zawirowania urlopowe Myszki – problemem stała się sensowna kalkulacja czasu jaki ostatecznie został do naszej dyspozycji. Kluczowe było to, że mając go tylko niecałe trzy tygodnie ni jak nie mogłem sensownie skalkulować czasu potrzebnego na dojazd na miejsce, dość ciężki odcinek między Rogen a Femundem i na samego Femunda pamiętając, że przenoski zapewne dadzą w kość a na jeziorze potrafi na nim wiać tak, że pływać się po prostu nie da. No i na powrót do kraju. Zero takich doświadczeń = zero pomysłów :\

Ostatecznie wykombinowałem, że czasu choć mało to powinno wystarczyć na opłynięcie Femunda, 2-3 dni przystankowe gdyby faktycznie zaczęło wiać, 2 jednodniowe mini trekkingi na pobliskie szczyty, 1-2 dni na Trysilelvie oraz lekki zapas na dojazdy i 1-2 dni restowe. Raczej się udało, a nasze pływanie na Femundzie i dreptanie po okolicy wyglądało tak:

Nieco więcej napiszę jak się ogarnę z notatkami oraz przebiorę zdjęcia.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *