[IT] Ice Report: Cogne / Valeile & Valnontey [ 02-07 I ]

17 godzin w trasie przy czterech operatorach kierownicy przekłada się na to, że rano jesteśmy nawet do życia : ) Po krótkich problemach z namierzeniem naszego hostelu pojawiamy się tam gdzie trzeba. Szybkie przepaki i po kilkudziesięciu minutach już tylko ze sprzętem toczymy się w stronę Valnontey. Celujemy w dobrze widoczny z parkingu “Thule”. Podejście jest krótkie, więc dość szybko pojawiamy się u podstawy lodospadu. rzut okaz z bliska przynosi pewne rozczarowanie, bo główne spiętrzenie na drugim wyciągu jest niemiłosiernie mokre.

Wbijam się pierwszy a krótko po mnie Michał. W sumie robimy to symultanicznie : ) Żleb po lewej nie prezentuje jakichś specjalnych trudności, więc nasz przyjazdowo rozruchowy dzień wspinaczkowy kończy się szybko.

Cogne

Reszta dnia to wyłącznie rozpoznanie sklepów w Cogne, wieczorne pichcenie i debata nad wyborem celu na kolejny dzień. Ostatecznie decydujemy się na “Cascada di Patri”.

To podejście jest zdecydowanie dłuższe: ponad godzina dnem doliny i na koniec jeszcze kilkanaście minut po średnio ośnieżonym piargu.

Pod samym lodospadem zaskoczenie: tu jest naprawdę tłoczno! Cierpliwie czekamy na swoją kolej by wystartować. Na drugim wyciągu z lekką złością obserwujemy co wyprawiają dwa zespoły francuskie: ci pchają się byle do góry nie przejmując tym, że coś się może komuś na głowę sypać lub, że się liny krzyżują.

Kolejne dwa wyciągi są zdecydowanie śnieżne a lód trafia się tylko na jednym prożku, więc asekurację sobie darujemy. Widok z za progu jest mniej więcej taki:

I znów trzeba swoje odczekać aby zwolniło się miejsce przy stanowisku a na głowę nic nie sypało : )

Wspinanie kończymy na stanie przed śnieżno-lodowym kominem. W sumie to chyba dlatego, że szkoda nam czasu na mało estetyczną formację i wolimy się skupić na dobrze wylanym filarze. W różnych wariantach ten 30-metrowy odcinek lodu pokonujemy po 3-4 razy: z dołem, na drugiego i na wędkę. Ciekawostka: od pojawienia się na progu przed ostatnim wyciągiem do końca dnia naliczyłem 12! zespołów : ) Ponoć najlepsze zjazdy to takie których nie ma, więc korzystając z tego, że położenie lodospadów na to pozwala schodzimy (czasem dość eksponowaną) ścieżką mając naszą linię po lewej. Na parking docieramy już po zmroku.

Wieczorny risercz owocuje postanowieniem zmiany doliny, jej rozpoznania i dopiero na podstawie takiego zwiadu wyboru celu na wspinanie. Nasz spacer kończymy kilkaset metrów za “Cold Couluar” i nie widząc zbyt wielu sensownych opcji wracamy na początek doliny by spróbować sił na “E Tutto Relativo”.

W drodze powrotnej przyglądamy się jeszcze uważnie “Pattinagio Artistico” po czym ruszamy pod “E Tutto Relativo”. Pierwsza kaskada nie prowokuje do wyjęcia aparatu – raz że mało fotogeniczna dwa, że znów jest tłoczno. może nie tak jak wczoraj ale jednak : )

Drugi wyciąg miał oferować fajne IV-kowe wspinanie, tyle, że w obecnych warunkach w miejscu szeroko wylanego progu za WW IV stoi efektowna ca. 8-9 metrowa kolumna. Tak na oko ma dla mnie WW V+. żaden z nas nie czuje się na siłach by coś takiego poprowadzić, więc przyglądamy się tylko jak radzi sobie w takiej formacji francuski przewodnik.

W hostelu jesteśmy chyba szybciej niż się tego spodziewaliśmy rano 😉 Wieczorna debata nad wyborem linii na następny dzień jest dość krótka – oczywiście idziemy na “Pattinaggio Artistico”.

Poranek przynosi wyraźną zmianę pogody w stosunku do poprzedniego dnia: niebo jest zaciągnięte i lekko sypie. Zakładając, że w takich warunkach będzie trudno o fajne kadry decyduję się na nie zabieranie aparatu – jak się okaże będzie to błędem, bo jeszcze przed południem ładnie się rozpogadza : )  Sama linia zaczyna się dość nietypowo bo dochodzi się do niej wspomaganym poręczówką dość eksponowanym trawersem. Jak się doda to tego naprawdę mocny wiatr to wyjdzie, że przygodowo jest jeszcze przed wbiciem dziabek : )

Z perspektywy całej linii kluczowe trudności w zastanych warunkach pojawiają się na początku drugiego wyciągu. Potem to już tylko walka o utrzymanie sensowej temperatury ciała, bo do końca dnia wieje naprawdę niemiłosiernie co odczuwam najbardziej ja zostawiając kurtkę na stanie przed prowadzeniem drugiego wyciągu.

Po tym miejscu kolejne metry to już zdecydowanie mniej czujne wspinanie ; ) Czujne jest natomiast stanowisko na końcu drogi na wyciągu 5-tym. Tu konstrukcję na jakimś korzeniu wzmacniamy pętlą z abałaka.

Cogne

Przy plecakach pod ścianą po raz kolejny meldujemy się o zmroku.

Położony w Valnontey “Acheronte” wynajduje i na kolejny cel proponuje Michał, przy braku sprzeciwów następnego dnia znów człapiemy na koniec doliny : ) Mały tłumek przed pierwszym lodospadem już nie zaskakuje a my cierpliwie czekamy na swoją kolej szpejąc się nieśpiesznie. Zaczyna się dość bojowo – o tak:

Jednak kolejne wyciągi to pola śnieżne lub III-kowy lód. “Acheronte” będę wspominać (niekoniecznie ciepło) z trzech powodów: primo –  jak ktoś jest wyżej to przed odłamkami lodu jakie wyzwala a które kanalizuje skalna rynna na 4, 5 i 6 wyciągu trudno się schować. Ja obrywam dość boleśnie w nadgarstek. Stan na końcu 5 wyciągu jest dość parchaty (kości) w zjazdach motamy tam podwójnego abałaka. Fajny jest natomiast lodowo skalny kominek jaki zastajemy kilka metrów przez nim : ) Tuż przed stanem na 6 wyciągu trzeba przejść przez dość specyficzny skalny prożek. Jak mawia o takich miejscach znajomy łojant: niby nie trudno a zj*#$ać się można ; )

Cogne

Ekipa na topie: Michał, Paweł, Grzesiek – dzięki za przygarnięcie i całokształt : )

 

EDIT : )

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *