Beszczel

Wieczór na najwyższym wzniesieniu w okolicy. By trochę rozprostować kości po dniu dreptania kładę się na ławce – obok otwartego plecaka. Leżę sobie grzecznie i kontempluję odcienie stali na wieczornym niebie. Kątem oka w oddali dostrzegam jakiś ruch na ziemi. Lis. Lis? No lis. Tutaj? No tutaj. Podchodzi – najpierw szerokim łukiem i powoli sukcesywnie go skraca a obchodząc mnie od tyłu skraca go jeszcze bardziej. W końcu skraca go na tyle by wbić zęby w wystający z otwartego woreczek z bułką! Najpierw szok i kilka ciepłych słów pod adresem tego beszczela. A po chwili w nogi za nim : ) Chyba się przestraszył bo upuścił zawiniątko i uciekł : ) Po kilkunastu minutach wraca, ale plecak jest już zamknięty 😛

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.