[SK] Sobkowa Grań

Na Sobkową Grań mieliśmy wbić się w sobotę ale prognoza pogody dzień przed wyjazdem pozbawiła ten pomysł sensu. Przekładamy to o dwa dni. W kluczowej dla podejścia kwestii pobudki ustalamy, że przez budzące się po zimie misie śpimy na dole i podejście zaczynamy wcześnie rano. O 5.2o spakowani i zaparkowani przy poczcie w Tatranskiej Javorinie ruszamy w górę Doliny Jaworowej.

Tatry Dolina Jaworowa

Pogoda dopisuje o tyle, że nie pada – tyle dobrego można o niej powiedzieć. Niebo jest zaciągnięte a podstawa chmur mniej więcej na poziomie 17oo m.n.p.m. Słowem gór nie widać. Rakiety zakładamy w okolicy mijanej gdzieś po prawej jakiejś chatki i w całkiem dobrym tempie dochodzimy do kładki na potoku. W grań wbijamy się od razu za kładką.

Tatry Dolina Jaworowa

Jesteśmy na poziomie chmur i gdy ruszmy w górę widoczność spada do 2o-3o metrów. Początkowo teren nie jest trudny – można by go robić tylko z kijkami i linę ciągniemy bardziej dla sportu niż z rzeczywistej potrzeby.

Tatry Dolina Jaworowa Sobkowa Grań

O miejscach charakterystycznych trudno mówić – wszystko tonie w chmurach, na takie wymagające użycia rąk trafiamy raz. Ale nawet tam nie ma sensu się asekurować. Jest 14.oo, chwilami widać ramię Michałkowej Grani i szczyty Jaworowego Muru, ale znikają tak szybko, że nie zdążam w wyciąganiem aparatu. Wciąż jest też dodatnio – gdzieś po prawej w otaczających nas chmurach słyszymy odgłosy schodzących lawin. Mało to optymistyczne.

Tatry Dolina Jaworowa Sobkowa Grań

Z ogólnie słabą wydolnością walczę mniej więcej do Zadniej Sobkowej Szczerbiny – tam mam dość : ( Do tego znając siebie i swoje reakcje wiem, że w tym tempie na szczyt może pewnie dotrzemy przed zmrokiem, ale zejście z niego na Lodową Przełęcz będzie dla mnie proszeniem się o problemy. Tomek lekko zawiedziony przyjmuje to do wiadomości. W sumie Zadnia Sobkowa Szczerbina to też ostatnie miejsce z którego można się bezpiecznie i szybko wycofać – schodzimy powoli średnio stromym ale bardzo zaśnieżonym żlebem trzymając się blisko linii skał po prawej. Rozwiązujemy się i zakładamy rakiety po kilkuset metrach w miejscu gdzie kończą się języki lawin. Schodzimy i schodzimy i w sumie dopiero wtedy dociera do mnie ile metrów w górę zrobiliśmy dzisiaj.

Tatry Dolina Jaworowa

W połowie drogi powrotnej załapujemy się na kilka duuuużych przejaśnień, w jednym z nich trafiamy na powyższy widok. Szczyty jak szczyty, ale ten lodospad na progu doliny … : )

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.