[AT] Ice Report: Grunseefälle [12 III]

Na serpentynach przed Enzingerboden jest czysty asfalt, ale na parkingu widać po śniegu na samochodach, że w ciągu kilku ostatnich dni nieźle tu dosypało. To oczywiście rodzi pytanie o to jakie będą warunki lawinowe. Nad Zielone Jezioro jedziemy oczywiście w kolejce. Pod lodospady Jacek podchodzi na turach a ja na rakietach.

Grünseefälle

Podchodząc celujemy w lodospady na prawo od “Madonny” a ku naszemu zdziwieniu w tym też kierunku nartostradą od strony przełączki podchodzi inny zespół. Pod lodem okazuje się, że to Czesi, którzy mają zamiar zaatakować “Eisfreundschaft’a”. Nam to w ogóle nie przeszkadza bo w planach mamy pierwszy wyciąg położonego po lewej “Good Spirit’a” i dopiero później przeniesiemy się bardziej na prawo. Teren na pierwszym wyciągu po początkowych metrach, które są tak naprawdę prożkami przedzielonym polami śnieżnymi staje się bardziej pionowy. Choć nadal trudno nie jest i dziobanie idzie sprawnie. Do momentu w którym słyszę: “koniec liny!” : )

Grünseefälle

W trybie awaryjnym motam jakiś stan i ściągam Jacka. Ten po przejęciu prowadzenia wyciąga może ze 3o metrów liny po czym zakłada kolejny stan.

Grünseefälle

Wyżej po prostu leje się z krawędzi oberwanego lodu. Zjazd do pierwszego pola śnieżnego z którego polami śnieżnymi można dojść do plecaków zabiera dokładnie jedną długość liny.

Grünseefälle

Ja zdecydowanie mam ochotę na dalsze wspinanie, ale już niekoniecznie prowadzenie. Popijając herbatę obserwujemy postępy Czechów. Idzie im nieźle, ale Jacek nie czeka aż skończą tylko zaczyna nieco z lewej strony wybierając największe trudności.

Grünseefälle

Ja ustawiony z asekuracją trochę po lewej od niego próbuję przy tej okazji zrobić kilka zdjęć. Szkoda tylko, że dziś mamy pecha do pogody, bo o ile z rana było coś tam widać to teraz najczęściej otula nas “mleko” : ( Patrząc na prowadzenie wychodzi mi, że trudności to zdecydowanie więcej niż WI 4 na jakie w przewodniku wyceniona jest ta linia.

Grünseefälle

Grünseefälle

Po wydaniu gdzieś 4o metrów liny tacę go z oczu, po wydaniu kolejnych 1o zaczynam szarpać za linę by dać znać, że ta się kończy. Idąc na drugiego ma się ten komfort, że w razie “W” za daleko się nie poleci, ale jeżeli chce się pokonać linię w jakimś stylu to jednak trzeba się wysilić. No to się wysilam, tym bardziej, że jest naprawdę pionowo. Od razu przypomina mi się kluczowy wyciąg “Mannes ohne nerven” w Pinnistal. Tutaj ciąg trudności jest krótszy ale wciąż solidny a lód na krótkim odcinku – mam wrażenie – również nieco przewieszony. Pod koniec trudności wykruszam dziabą duży kawałek lodu i ten dość niefortunnie ląduje w okolicy szczęki. Coś tam sobie kaleczę bo ewidentnie wyczuwam językiem specyficzny smak krwi. Od tej pory resztę wyciągu znaczą czerwone plamy na lodzie : ) Za przełamaniem teren się kładzie i szybko dochodzę do stanu z zastanego abałaka. Jacek ponownie sprawnie wyciąga pełną długość liny kończąc prawie w miejscu gdzie u góry spod śniegu pojawia się lód. Zjazdy oczywiście z abałaka. Na dziś pozostaje już tylko zejść/zjechać w tym mleku na parking. Tam ograniczamy się do spakowania, gotowanie uskutecznimy w tym samym miejscu gdzie dziś spaliśmy – zawsze to ciut cieplej. W deszczu i z lekko nawalającą nawigacją kierujemy się na Bad Gastein i na znajomy parking. Ale to już kolejny wpis : )

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.