[AT] Ice Report: Valsertal [24 II]

Z wypadu na Grawafalle nic nie wyszło. Znaczy wypad wyszedł bo byliśmy pod tymi lodospadami ale na miejscu okazało się, że Magdę, która na FB “Eisklettern Stamtisch” pytała o warun odpowiadający wprowadził w duże maliny. Coś tam wylało, ale nie na tyle by choćby dokumentacyjnie wyjąć aparat :\ A że pogoda od rana była wyśmienita to po krótkiej wymianie zdań zdecydowaliśmy, że wracamy do Varsertal.

Varsertal

Tym razem z dojazdem na miejsce nie było już problemu, podobnie jak z podejściem, choć rakiety założyłem na buty dopiero przed mostkiem (Magda tury już na starcie). Po prostu wszystko było zmrożone prawie na “beton”.

Varsertal

Podejście pod same lodospady zajęło nam gdzieś 1,5h, krótkie szpejenie się kolejnych pewnie 20 minut.

Varsertal

Magda ma ewidentną chrapkę na wspinanie i pierwszy odcinek lodu – 15-2o metrów za  WI3 prowadzi właśnie ona. Po przełamaniu progu wyciąga niemożebnie dużo liny więc domyślam się, że jest tam jakiś prosty odcinek. I faktycznie dochodzę do niej po dość długiej śnieżnej rampie.

2016-02-24-022-Varsertal

Kolejnych 25-3o metrów wygląda nieco trudniej i ponownie prowadzi go sobie Magda. Po przełamaniu znów wydaję całkiem sporo liny i po trudnościach widać kolejną jeszcze dłuższa rampę. Tak długą, że pod ostatni najkrótszy ale i najbardziej pionowy odcinek lodu warto przedreptać tak by u jego podstawy założyć stan. Tym razem to już moja robota – stan zakładam w pięknej nyży zbudowanej z jednej strony przez skalną ścianę a z drugiej przez ścianę lodu. Magda dochodząc do mnie wyrąbuje jeszcze pozostawiony przez inny zespół repik po abałaku.

2016-02-24-029-Varsertal

Początek to raczej spokojny trawers a po nim krótki i już dość pionowy lód. Z lewej bardzo pionowy z prawej nieco mniej. Wybieram prawą stronę i po kilku metrach mam wątpliwą przyjemność walczyć z wyjątkowo twardym tutaj lodem. Dość czujnie przewijam się przez próg i za nim wkręcam kolejną śrubę. Jeszcze tylko mały prożek i teren zaczyna się kłaść. Pozostaje już tylko znaleźć miejsce na założenie stanowiska, a to okazuje się wyzwaniem. Teren to zaśnieżona i zakrzaczona dość pionowa rynna, przez którą przebijam się do góry w poszukiwaniu jakiegoś drzewka. Coś tam się w końcu pojawia, tyle, że wcześniej słyszę, że lina się kończy! Masakra. No to nie pozostaje nic innego jak wycofać się do ostatniego przelotu i tam zamotać abałaka. Jeszcze nie wiem, że to nie ostatnie zejście na dziabach tego dnia. Motam stan, ściągam Magdę i zabieram się za wiercenie otworów pod przeciągnięcie liny. W sumie to udaje się od pierwszego razu, co cieszy bo zaczyna się robić naprawdę zimno. Jadę pierwszy, zabieram pozostawiony w nyży aparat i znów sunę w dół. Końcówka liny wypada przy niby dobrze wylanym lodzie, ale po tym jak montuję stan okazuje się, że trzy podejścia do wywiercenia otworów pod kolejnego abałaka kończą się albo pustką albo skałą. Za czwartym razem jednak się udaje : ) Pętelkę zakładamy ze zdobycznego repika. Końcówka liny niestety nie wypada u podstawy lodospadu ale kilka metrów nad nim.

Varsertal

Teren jest na szczęście 3-kowy i zewspinujemy się nim bez przygód. Po powrocie do plecaków szybko się pakujemy i zmykamy na dół.

Varsertal

Na rakietach jestem oczywiście wolniejszy. Pojęcia nie mam o ile ale jeżeli mi zejście zajęło godzinę to ile mógł Magdzie zająć zjazd? Połowę tego czasu? Pewnie nie więcej. Przy Pysiocie jestem już o zmroku. Oboje marzymy by coś przegryźć : )

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *