[SI] Koritnica [ T + F + V ]

Pora powoli kończyć temat wspominek z Armady : ) Dziś o małej – choć dla mnie wielkiej – rzeczce: Koritnicy.

Pośniadaniowa giełda pomysłów jest dla mnie początkowo niepokojąca, bo mam wrażenie, że dziś chyba wszyscy chcą płynąć “Absailstrecke”, czyli odcinek, który odłożyłbym, jeżeli nie na kolejny wyjazd to przynajmniej na kolejny dzień : ) W końcu jednak na hasło: “Koritnica” pojawia się odzew: tak jedziemy tam. Ostatecznie w cztery kanadyjki i tyle samo kajaków. Na kanadyjkach z Achimem, Astrid – jego żoną i Stephenem – do tej pory nie miałem okazji z nimi pływać, więc dzisiejszy dzień to zmieni.

Nasz kampingowy sąsiad widząc, że się zbieram do wyjazdu pyta gdzie płynę? Gdy odpowiadam, że Koritnica ten ze zdziwieniem pokazuje na niezdjętego z dachu Probe’a i pyta: tym? Odpowiadam, że dziś jest dzień BigDog’a : ) Jeszcze tylko wypad do recepcji (bo okazuje się, że permity kajakowe można i tam kupić) po bilet na pływanie i jedziemy.

Zaczynamy oczywiście od tradycyjnego wahadła a po tym jak Myszka (dziś znów tylko kierowca) przywozi Achima do parkingu koło twierdzy Kluze ruszamy krętą ścieżką ostro w dół. Zejście jest dość długie (w każdym razie dla mnie najdłuższe z tych które na tej Armadzie zaliczyłem) ale wynagradza je ostatecznie widok Korytnicy. Już wcześniej słyszałem, że to taka Soča w miniaturze, teraz zaczynam rozumieć dlaczego.

Nasza grupa nie dość, że jest dość duża to na dodatek są w niej dzieciaki (Achima – na kajakach), co w połączeniu z grupą czechów którzy zaczęli schodzić z parkingu nieco przed nami sprawiło, że nieco trwa, zanim się wszyscy znajdujemy na wodzie. Mnie – nie znającego tego potoku – tuż po starcie czeka niespodzianka. Mniej niż sto metrów od kamienistej plaży z której startujemy całą grupą lądujemy w cofce by przyjrzeć się znanemu z wielu zdjęć kanionowi Koritnicy.

Korytnica

Faktycznie jest to miniaturka tych poznanych wczoraj kanionów Sočy. Szerokość też miniaturowa – jeżeli nie okłamuje mnie okulista to w najwęższym miejscu zdecydowanie około dwóch metrów. Faaaaaaaaajny jest : )

2014-05-30-105-Korytnica

Moja przygoda z nim zaczyna się dość pechowo – wychodząc z cofki bez przechyłu ląduję w wodzie. Na szczęście udaje mi się po kilku metrach zatrzymać i wyciągnąć kanu przed wpłynięciem do kanionu.

Korytnica

W drugim podejściu nie popełniam już tego błędu i kolejne metry między skałami przemykam bez przygód. W cofce za kanionem czekam z resztą grupy aż Astrid z córką obniosą się brzegiem, po czym płyniemy dalej.

Korytnica

Potok chwilami jest nieco płytki, ale wąwóz w jakim płynie jest tak malowniczy, że chyba nawet przeciąganie kanadyjki po kamieniach było by czymś przyjemnym.

Korytnica

Gdzieś w połowie tego pięciokilometrowego odcinka po raz drugi wysiadamy na brzeg by rozpoznać kolejne mało ewidentne miejsce. Tym razem potencjalnym problemem jest przegradzający nurt i ograniczający prześwit gruby konar, jednak z bliska diabeł okazuje się nie być taki straszny a miejsca na manewry wystarczająco dużo.

Korytnica

Nieco przed mostem drogowym – nie wiem jakim cudem, bo okolica jest raczej płytka – Astrid udaje się przypiąć kanu do jakiegoś kamienia. Zostawiam swoje pływadło na pobliskiej płyciźnie i próbuję jej pomóc zejść z przeszkody bez wysiadania. Nic z tego – napór wody jest zbyt silny. Achim, który podpłynął po chwili pomaga jej wyjść i dopiero we dwójkę udaje się nam uwolnić kanu.

Korytnica

Korytnica

Korytnica

Korytnica

Za wspomnianym mostem wąwóz, w którym płynie Koritnica staje się zdecydowanie głębszy, podobnie jak woda pod wiosłem. Lekko mroczny klimat i fantastycznie prześwitujące przez listowie światło sprawia, że jak do tej pory podobało mi się tu bardzo to teraz jest prostu bajkowo : ) Dla takich miejsc, chwil i towarzystwa zawsze warto przejechać ten tysiąc kilometrów.

Korytnica

Korytnica

Korytnica

Przed ujściem do Sočy koryto potoku znów się poszerza, ale nie odbywa się to kosztem jego spowolnienia – pod względem siły wody jest to chyba najciekawszy odcinek. Przy samym ujściu robimy dłuższa przerwę, gdyż Astrid z córką kończą w tym miejscu pływanie. Dla niej jako matki jednoczesne skupianie się na wodzie i na tym jak idzie córce to zbyt duży wysiłek. I tak należy jej się szacunek za taką postawę.

Korytnica

Odcinek do Čezsočy na przestrzeni trzech dni spływam już po raz trzeci – na szczęście na wodzie dzieje się dużo, więc trudno się nudzić. Pod sam koniec pływania – już przy ostatnim bystrzu przed Čezsočą tradycji staje się za dość i dopada nas naprawdę masywna ulewa. Czemu nie jestem zdziwiony? : )

Jeszcze kilka minut ruchomych obrazków : )

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.